„Naming”: Jak opowiedzieć historię samą nazwą

Czasem cała wspaniała historia zaczyna się od... tytułu. Albo od imienia.

Nazwa to nie tylko etykieta, ale decyzja o kierunku, w którym chcesz iść z całą swoją marką.


To jak imię bohatera, które samo zdradza jego los i przemianę.

Imię, które zdradza fabułę

Pomyśl o Walterze White’cie (serial Breaking Bad)
Zwykły nauczyciel chemii. - „Pan White”. - A na końcu - Heisenberg.

Każde z tych imion opowiada inny rozdział tej samej historii.
Każde sygnalizuje zmianę tonu, moralności, emocji.
Każde buduje nowy sposób, w jaki odbiorca patrzy na bohatera.

Z markami jest dokładnie tak samo. Twoja nazwa może być jak druga warstwa scenariusza - ta, która działa w głowie odbiorcy, zanim jeszcze cokolwiek powiesz.

Nazwa to interpretacja

Nazwa potrafi zmienić wszystko. „Drogie” może stać się „ekskluzywne”.
A skromny pokarm dla rybek - marzeniem całego pokolenia dzieci.

Brzmi absurdalnie? Oto historia Sea-Monkeys.

Od pokarmu dla rybek do marketingowego fenomenu

Na początku były tylko małe skorupiaki, sprzedawane jako żywy pokarm dla rybek. Biedaki, którymi nikt się nie ekscytował..

Ale ktoś wpadł na pomysł, by nazwać je “Sea-Monkeys” - Morskie Małpki.
I nagle zwykły proszek w torebce stał się przedmiotem pożądania milionów dzieci w USA.

Nazwa obudziła emocje: ciekawość, opiekuńczość, dodała obietnicę przygody. I urok prawdziwego zwierzątka w mikro-ciałku. A potem - cała historia zbudowała się sama.

(Moja córka miała zestaw “Małpki na Marsie” - po wylęgnięciu małpki pływały wśród „mikrokosmitów” w księżycowym krajobrazie. Szał totalny!)

Jestem zagorzałą przeciwniczką traktowania zwierząt jak zabawki. Natomiast tu - oprawa wokół, instrukcje dotyczące opieki nad stworzonkami i cała legenda - sprawiały, że dzieci naprawdę dbały o te malutkie zwierzątka i traktowały je z wielką atencją.

Co tytuł może dać / albo zabrać

Z tytułami filmów jest podobnie jak z nazwami marek. Potrafią przyciągnąć uwagę albo zrujnować odbiór.

Film American Psycho 2 był kręcony pod roboczym tytułem „Dziewczyna, która nie chciała umrzeć”. Dopiero później, z powodów marketingowych, „doklejono” do niego markę „American Psycho”.

Efekt?
Fani pierwszej części byli wściekli, a nowy film zamiast przyciągnąć widzów odstraszył ich.


Bo tytuł obiecał coś, czego treść nie dowiozła.

Tytuł jako mikrostory

Jeśli storytelling wciąż Cię onieśmiela - zacznij właśnie od tytułów.

Nie chodzi o clickbaity ani SEO. Chodzi o zgrabne opowiedzenie historii swojej marki, produktu lub usługi w jednym zdaniu, które:

  • wzbudza emocje,

  • brzmi dobrze i łatwo się zapamiętuje,

  • obiecuje coś, co naprawdę dowieziesz

  • jest atrakcyjne i powtarzane przez twoich klientów będzie wabikiem, przynętą

Naming to może być super zabawa - możesz tworzyć zestawy tytułów, serie i seriale, style. A jak się już rozkręcisz - sama nazwa czy tytuł będzie opowiadać swoją historię, która będzie budzić w odbiorcach określone skojarzenia i przywiązywać ich do Ciebie.

Moje doświadczenie dziennikarskie pokazało mi też, że dobrze dobrany tzw. lead - czyli króciutki opis artykułu, jak logline filmu - potrafi sprawić, że ludzie chcą czytać, chociaż temat wcale ich nie interesował. I znowu - nie mam na myśli clickbaitu. Przecież nie robimy treści, filmów, produktów, ani usług dla siebie. Chcemy, żeby ktoś się nimi zainteresował. Ta pierwsza linia frontu - nazwa czy tytuł -  jest kluczowa!

Sexy tytuły i nazwy to moc nieporównywalna z żadnym innym odcinkiem biznesu. Wkrótce napiszę o tym więcej.

Zapisz się na newsletter i odbierz e-booka.

"10 hitów z Hollywood – do natychmiastowego użycia w Twoim biznesie"